- Nie rób tego- usłyszałam Harry'ego.
- Nie zmusisz mnie, bym się wycofała.- oznajmiłam stanowczo przez łzy, nawet nie odwracając się w stronę chłopaka.
Rzucił swoją marynarkę na most.
- Skoro ty skaczesz, to muszę z tobą. W końcu jestem świadkiem- powiedział
- Przecież to chore. Prędzej zginiesz..
Zaczął podchodzić do mnie stopniowo, małymi ostrożnymi kroczkami.
- Umiem dobrze pływać. Jedyne czego się obawiam, to to, że ta woda jest bardzo zimna.
- Jak zimna?- zapytałam patrząc na wodę
- Kilka stopni poniżej zera. - podchodził bliżej
- Ty nie wyobrażasz sobie, jaki to cholerny ból- powiedziałam przez płacz
- Posłuchaj, wrócimy teraz do domu. Wszystko mi opowiesz, ale błagam Cię nie rób żadnych głupstw. -wyciągnął do mnie rękę.
Wahałam się.W końcu złapałam jego dłoń. Gdy poczuł, że ją ujęłam przyciągnął mnie do siebie. Nie mogłam się powstrzymać. Zaczęłam płakać. Harry głaskał mnie po głowie, po włosach.
- Będzie dobrze- szeptał mi uspokajająco .
Złapałam skrawek jego białej , wymiętej koszulki i przycisnęłam do niej twarz. Rozklejałam się. Sięgnął ręką po swoją marynarkę i okrył mnie nią.
Usiedliśmy na moście . Opowiedziałam mu całą historię. Od początku naszego poznania do tego okropnego momentu.
- Co za dupek. Zdradzać taką śliczną dziewczynę jak ty- powiedział patrząc mi w oczy. Wiatr cały czas rozwiewał nasze słowa i zamieniał je w melodyjny szept.
Uśmiechnęłam się do zielonookiego. W końcu po wyżalaniu się zasnęłam na jego kolanach. Nie wiedział co ze mną zrobić. W końcu wziął mnie na ręce i poszedł.
****
Obudziłam się w przytulnym łóżku. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam Harry'ego, siedzącego na fotelu naprzeciwko łóżka. Na mój widok uśmiechnął się słodko.
- Jak się spało Jules?
- Nieźle. Pomijając fakt, że strasznie boli mnie głowa.
Chłopak wstał z fotela i sięgnął do szafki. Wyjął tabletki i podał mi je.
- Trzymaj. Na etażerce obok łóżka masz szklankę wody.- z powrotem usiadł
- Dzięki- powiedziałam i łyknęłam jedną tabletkę.
- Muszę Ci coś powiedzieć- zaczął z niepewną miną
- Hm?
- Jak Cię niosłem tu do domu, to jakiś mały dzieciak miał pistolet na wodę i ochlapał doszczędnie twoje ubrania. Chciałem już go gonić i przypier*dolić mu tym pistoletem w twarz, ale to oznaczało, że musiałbym cię gdzieś położyć. A były albo kałuże a ławek ani takich innych rzeczy nie było.
- O, nie ma sprawy. - uspokoiłam go - A jeszcze nie wyschły?
- Nie, trochę potrwa aż wyschną. A jak je założysz to będziesz ociekać jak mokry pies- uśmiechnął się szeroko
Zaśmiałam się i chwyciłam poduszkę.
- Nie ośmielisz się- powiedział
- Och, czyżby?- zapytałam z cwaniackim uśmiechem i rzuciłam w niego poduszką.
- Oo..Jak śmiesz- zrobił poważną minę, ale po chwili znowu na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech
- To czekaj..co ja mam teraz na sobie?- zapytałam patrząc pod kołdrę.
- Moje spodnie i koszulkę od piżam - uśmiechnął się
- Nie będę cały czas chodzić w twojej piżamie ;p
- To przebież się w coś innego- zaproponował
- Z twoich ciuchów?- zapytałam lekko zdumiona
- Chcesz ciuchy Louisa?
- Nie, dzięki. Nie chcę wyglądać jak zebra na szelkach ;p
Uśmiechnął się, a ja podeszłam do szafy i spojrzałam na niego wymownie.
- Co?
- Może mógłbyś wyjść? Chcę się przebrać..
- Ok, ok - uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
Przebrałam się w takie ciuchy, jakie nosił Harry:
- Już!- krzyknęłam, a Harry wszedł do pokoju.
Uśmiechnął się tylko cwaniacko.
Zaśmiałam się.
- Tylko wiesz, twoje ciuchy są na mnie za luźne, spodnie też.
- Spokojnie, ale uroczo w nich wyglądasz- skomplementował mnie cały czas mierząc mnie od stóp do głów.
***
- Harry, już nie chcę- przekonywałam go uparcie, bo próbował mi wcisnąć kolejną kanapkę.
- Na pewno nie jesteś głodna?
- Dałeś mi już dwie kanapki. Trzecia i powyżej to już poziom Niall'a- pokazałam mu język
- Dobra, dobra- odłożył talerzyk z kanapką. - Chodźmy na dół. Chłopaki się pewnie o ciebie martwią.
Posłusznie poszłam z nim na dół. Zamiast pozycji leżącej na kanapie i fotelach, chłopcy szybko usiedli wyprostowani.
- Do twarzy ci w ciuchach Hazzy- uśmiechnął się Liam
- Dzięki :)
Louis wstał i szybko mnie objął.
- Och mój boże, dziecinko..- głaskał mnie zachłannie po głowie i po policzkach
- Louis, zachowujesz się jak nadopiekuńcza matka- stwierdziłam - Puść mnie
- Sorki. Po prostu cieszę się, że nic ci nie jest.
- Ja też tu jestem.- odkaszlnął Zayn i wstał. Podszedł do mnie omijając chłopaków. - Ja jedyny zachowam zimną krew- zwrócił się do nich. Harry, Liam, Louis i Niall wymienili rozbawione spojrzenia. Gdy Zayn w końcu zwrócił się w moją stronę przytulił mnie mocniej niż Louis.
- O mój boże, nigdy tak nie uciekaj!
- Zimna krew, hę? - zakpił Niall
Chłopcy się zaśmiali. Harry podsunął Niallowi talerzyk z kanapką.
- Pomyślałem, że może zjesz, bo Jules nie chciała..- Niall błyskawicznie wyrwał mu talerz z ręki i zaczął ' pochłaniać ' kanapkę.
Do domu wbiegła Dominika. Podbiegła do mnie.
- Odsuń się- powiedziała do Zayna - Teraz moja kolej
Chłopak uśmiechnął się do niej i posłusznie odsunął.
- Gdzie ty wybiegłaś?!- pytała ściskając mnie
- Ah, no wiesz..tu i tam..
Harry spojrzał na mnie wymownie z podniesioną brwią. Westchnęłam i pokiwałam głową twierdząco.
- Ona chciała skoczyć z mostu- oznajmił
- ZGŁUPIAŁAŚ?!!!!- zawołali chórem
- Wtedy wydawało się to być jedynym wyjściem..- odgarnęłam kosmyk włosów z czoła. - Harry, możemy się przejść?- zapytałam nagle
- Jasne- powiedział i otworzył przede mną drzwi.
< Z perspektywy Dominiki>
Stałam i patrzyłam jak wychodzą. Ktoś złapał mnie w tali od tyłu.
Przechyliłam głowę , by zobaczyć twarz Zayna.
- Akuku- uśmiechnął się słodko
Zaśmiałam się i złożyłam na jego ustach romantyczny, czuły pocałunek, który odwzajemnił.
- Mam pomysł. Chodźmy na piknik na łąkę- zaproponował
- Ok, świeże powietrze dobrze nam zrobi.
- Idziecie na piknik?- zapytał Niall
- Tak- odpowiedzieliśmy chórem, wpatrzeni w siebie.
- Z koszykiem piknikowym?- ciągnął blondyn
- Taak
- Tam gdzie jest dużo jedzenia?- dopytywał
- Niall, nie weźmiemy cię ze sobą!- przemówił Zayn
- Tak, zjedz np. jabłko, a nie się opychasz- powiedziałam
- Chcecie mnie zatruć, czy co?- fochnięty usiadł na kanapie
Zignorowaliśmy to. I tak nie będzie się długo gniewał. Wyszliśmy na piknik.
***
Siedzieliśmy już na błękitnym kocyku na trawie. Latały wielobarwne motyle, czuć było zapach pięknych, kolorowych kwiatów. Miałam wrażenie, że drzewa rozrosły się specjalnie nad nami by dać nam cień. Siedzieliśmy w tym cieniu, patrząc na powoli już zachodzące słońce. Zayn otworzył koszyk piknikowy i wyjął z niego pudełko z truskawkami. Wyjął też dwie szklanki i nalał nam angielskiej herbatki.
- Z cytrynką?- zapytał, szeroko się przy tym uśmiechając
- Nie, nie chcę cię skwasić - mrugnęłam do niego. Zaśmialiśmy się.
- Nigdy mnie nie skwasisz. - uśmiechnął się słodko
Dochodziły do nas lekkie promyki zachodzącego słońca, przez co zrobiło się romantycznie. Spojrzałam w czekoladowe oczy chłopaka, a on odgarnął mi kosmyk włosów za ucho i sięgnął ręką po fioletowy kwiat. Wpiął mi go we włosy.
- Ślicznie wyglądasz, w świetle zachodzącego słońca- skomplementował
- Chciałabym powiedzieć, że ty też..- zarumieniłam się. Ujął ręką mój podbródek i patrząc mi w oczy jedną ręką złapał mnie za biodro i przyciągnął na swoje kolana. Leżałam na nim. Zaczął patrzeć na usta, oczy. Oddychał szybciej. Zaczął całować mnie najpierw delikatnie, potem namiętnie. Przerwaliśmy, bo zobaczyliśmy na łące pewnego mężczyznę, który przyprowadził brązowego konia. Był dostojny, z bujną grzywą.
- Kocham konie- powiedziałam cicho z zafascynowaniem wpatrując się w zwierzę. Zayn tylko wymownie się uśmiechnął, pomógł mi wstać i wziął za rękę.
- Przepraszam!- zawołał do mężczyzny
- Tak?
- Czy moglibyśmy się przejechać na tym koniu?
- Ależ oczywiście. Tylko, że on jest gwałtowny. - ostrzegł - Trzeba mieć naprawdę dobry kontakt z końmi, żeby go oswoić.
- Załatwione. Wychowałam się na koniu - oznajmiłam z uśmiechem
- W takim razie- podał nam uprząż - Jest wasz
Zayn wsiadł na konia, a ja za nim. Trzymałam go w tali. Jechaliśmy. Zayn jak się okazuje też miał dobry kontakt z końmi.
**
Po przejażdżce i po oddaniu konia właścicielowi poszliśmy zebrać nasz kocyk i kosz piknikowy.
- Wracajmy już do domu- powiedział
Zabraliśmy wszystko i poszliśmy prosto. Trzymaliśmy się za ręce.
Zayn odprowadził mnie do domu i poszedł do siebie.
< Z perspektywy Julietty>
Tymczasem ja i Harry spacerowaliśmy po Londyńskich ulicach.
- No więc, chodzimy tu w jakim celu?- zapytał
- Chciałabym ci podziękować..Gdybyś mnie nie powstrzymał od tej głupoty, pewnie już by mnie tu nie było.
- Nie ma za co. Jesteś moją przyjaciółką.
- Tak..-potwierdziłam cicho
- Może pójdziemy na chwilkę do mieszkania mojej mamy, co? Chciałbym ci coś pokazać
- Ok.
Poszliśmy przed skromny dom. Drzwi otworzyła nam mama Hazzy.
- Dzień dobry- przywitałam się . Kobieta gdy zobaczyła nas obok siebie nie mogła oderwać wzroku , a uśmiech zagościł na połowie jej twarzy. Lekko się zarumieniłam i speszyłam.
- Dzień dobry :)
- Cześć mamo- przytulił ją loczek
- Synu, co cię tu do mnie sprowadza?
- Chciałbym pokazać Jules album.
- Ah..ze zdjęciami.
- Właśnie.
- A , to teraz mój syn pierworodny - spojrzała na Harry'ego, klepiącego się w czoło - wygadał jak się nazywasz.
- Tak..Julietta Pierce :) Jules po prostu.- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę.
- Anne :)
- Miło mi panią poznać.
- Wzajemnie. - uśmiechnęła się
- Och, zaczyna padać deszcz. Wejdźcie do środka.- otworzyła szerzej drzwi i przepuściła nas.
- Harry ma jeszcze swój stary pokój.- zaśmiała się miło - To wy idźcie, a ja zrobię wam gorącą czekoladę, dobrze?
Skinęliśmy głowami i poszliśmy na górę, do pokoju Harry'ego.
Usiedliśmy na jego łóżku, a on wyjął duży, czerwony album ze złotymi zdobieniami.
Usiadł z powrotem obok mnie na łóżku i zaczęliśmy oglądać jego zdjęcia z dzieciństwa. Na widok jednych na twarzy automatycznie zagościł uśmiech, na widok drugich- smutek. Przejechałam palcem po zdjęciu Harry'ego z jakąś smukłą, wysoką blondynką.
- Kto to?
- O, to jest Emily. Moja przyjaciółka.
- Aha
- Zawsze świetnie spędzaliśmy razem czas- mówił z chytrym uśmieszkiem, widząc nutkę zazdrości w moich oczach jak i w głosie
- Ładna jest co nie?- zapytałam chłodno
- I to bardzo - kontynuował swoje ' wkurzanie mnie' - Ale wiesz, jest ktoś milion razy ładniejszy od niej. ktoś, kto powoduje na mojej twarzy uśmiech, ktoś do kogo wiele czuję i dla kogo mógłbym wiele poświęcić.
- Kto?- odwróciłam głowę w jego stronę. Dopiero zdałam sobie sprawę jak blisko są nasze twarze.
Nic nie odpowiedział. Tylko przysuwał swoje usta do moich. Patrzyłam raz co raz na niego, on na mnie. Rozchyliłam lekko wargi. Było już tak blisko, ale odskoczyliśmy od siebie jak porażeni, gdy do pokoju weszła Anne.
- Gorąca czekolada- powiedziała to tak melodyjnie, że wydawało się jakby to zaśpiewała
Podniosłam się z łóżka.
- Dziękuję- wzięłam jeden kubek, a drugi podałam Harry'emu.
- Nie ma za co- uśmiechnięta wyszła z pokoju
Wypiliśmy szybko .
- Ja już będę szła.- wyszłam
- Do widzenia pani Cox - pożegnałam się z kobietą
- O, już idziesz?- była trochę smutna
- Tak, już późno.
- Pa mamo- pożegnał się Harry - Wracam do domu do chłopaków
- Pa- pożegnała się z nami
Szłam .Byłam jeszcze przed domem mamy Hazzy, on dogonił mnie, ujął moją dłoń i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie delikatnie, ale potem z większą pasją.
- Odprowadzę Cię- szepnął, gdy oderwaliśmy się od siebie
W oknie przyglądała nam się szczęśliwa i uśmiechnięta Anne. Patrzyła jak odchodzimy.
**
- Na razie- pożegnałam się z Harrym. Nie sądziłam, że on mnie pocałuje, a tym bardziej, że po tak bolesnym rozstaniu ja pocałuję jego. Ale teraz nie liczył się już Damon.. Przegryzłam dolną wargę i weszłam do domu. Mijając pokój Dominiki zobaczyłam, że już słodko śpi. Poszłam też spać.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz